wykrywacz skarbów

Poszukiwacze i archeolodzy. Wywiad z Pawłem Marciniakiem

Wywiad z Pawłem Marciniakiem, współtwórcą działającego w powiatach konińskim i tureckim stowarzyszenia „Z wykrywaczem przez życie”. Opowiedział nam o początkach swojej kariery poszukiwacza, największych znaleziskach, a także poruszył wiele innych, ciekawych tematów.

Początki przygody.

„Zakup wykrywacza nastąpił po namowach żony”

Piotr Zarośliński: Pawle, zacznijmy może od samego początku. Jak zaczęła się Twoja detektorystyczna przygoda?

Paweł Marciniak: Przygoda zaczęła się w 2014 roku bodajże. Paradoksalnie zakup wykrywacza nastąpił po namowach żony. O dziwo nie był to tak zwany kanarek (Garrett serii ACE, przyp. red.), tylko wykrywacz australijskiej firmy pieszczotliwie zwany Teresą (Minelab X-Terra – przyp. red.). Pierwsze użycie nastąpiło w Sylwestra na plaży w Łazach. Znalazłem wtedy 50 groszy z PRL-u. Historia zawsze grała mi w duszy, ale bardziej w formie teoretycznej, a tu mamy można powiedzieć namacalną.

P.Z.: Skąd wziął się pomysł zawiązania stowarzyszenia?

P.M.: Pomysł to bardziej namowy kolegów. A głównie Bartka. Choć nie byłem przeciwnikiem takiej formy organizacji poszukiwaczy, to śmiało dawałem sobie radę sam. Patrząc na to, dziś nie żałuję tego kroku. Poznałem wielu fajnych ludzi, a z częścią z nich prowadzę poszukiwania i razem owe stowarzyszenie.

P.Z.: W Waszym herbie można dostrzec knottenring, czyli pierścień z guzkowatymi wypustkami. Wydaje mi się, że nie znalazł się tam przypadkowo?

P.M.: Bardzo dobra uwaga i pytanie. Oczywiście, że nie znalazł się przypadkowo, jest to jeden z pierścieni, który został przez nas znaleziony. Jeszcze wtedy nie było stowarzyszenia. Największą ciekawostką jest to, że to znalezisko zmieniło pogląd historyczny na całą miejscowość i dało tzw. paliwo na dalsze poszukiwania.

Najważniejsze znaleziska

P.Z.: Pozostając w temacie znalezisk: jakie dotychczasowe trafienia są dla Ciebie najważniejsze?

P.M.: Oczywiście wspomniany knottenring, mówię w liczbie pojedynczej. Ponieważ ja znalazłem jeden, a drugi mój kolega Darek. Jak i bardzo ważnym znaleziskiem jest znalezisko z minionego roku. Rozorany skarb monet z wczesnego średniowiecza. O tym wspominaliśmy w jednym z naszych postów na Facebooku, ale badania trwają nadal.

P.Z.: Jakie warunki należy spełnić, by dokonywać tak niezwykłych odkryć?

P.M.: Warunki… Głównym są chęci, konsekwencja, upartość. Jeżeli mówimy o warunkach tzw. wewnętrznych. Oczywiście są również warunki prawne. Czyli legalność naszego działania w zgodzie z istniejącym prawem, jak i we współpracy z konserwatorem zabytków.

Współpraca z archeologiem.

„Wystarczy tylko chcieć i nie można nikogo z góry przekreślać”

P.Z.: Jesteście jednym z nielicznych stowarzyszeń, które w swych szeregach mają archeologa (Mariusz Ciszak). Jak oceniasz tę współpracę?

P.M.: Mariusz to jeden z nas, archeolog i poszukiwacz jednocześnie. Jak i mój przyjaciel. Wspieramy się nawzajem, on może liczyć na nas, a my na niego. Niejednokrotnie uczestniczyliśmy w pracach archeologicznych pod jego nadzorem. Ale tu muszę podkreślić, że Mariusz nie jest jedynym archeologiem, z którym współpracujemy. Zawsze mogłem pod względem wiedzy, identyfikacji liczyć na archeologa Krzysztofa Gorczycę, Eryka Schellnera – z którym prowadzimy jedne z badań. Jak i oczywiście zawsze możemy liczyć na naszego konserwatora zabytków, czyli Panią Natalię Lipowczyk (Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków Poznań, Delegatura Konin, przyp. red.).

P.Z.: W środowisku panuje przekonanie o konflikcie na linii poszukiwacze-archeolodzy. Możesz się do tego odnieść?

P.M.: Tak jest takie przekonanie, niestety często wywodzi się one od osób, które nigdy nie współpracowały, nawet nie próbowały współpracować z archeologami. Niestety, jest to bardzo błędne działanie, bo możemy się wiele od nich nauczyć. Wystarczy tylko chcieć i nie można nikogo z góry przekreślać. To ostatnie zdanie dotyczy zarówno drugiej strony.

P.Z.: Czy według Ciebie ochrona polskiego dziedzictwa narodowego funkcjonuje dobrze? Jeśli nie, co należałoby poprawić w tej kwestii?

P.M.: Wszystko oczywiście można poprawić, ale trzeba to robić z głową, nie na wariata. Można się przecież wzorować na innych krajach. Zarówno muszę podkreślić, co widać po nas, można bez problemu odnaleźć się w dzisiejszych zasadach prawnych dotyczących poszukiwań. I nie tylko jako stowarzyszenie, ale również jako pojedyncze osoby.

Plany na przyszłość.

„Co przyniesie ziemia, nikt nie wie”

P.Z.: Czy możesz zdradzić nam plany stowarzyszenia na ten rok?

P.M.: Plany nie są jakieś wielkie. Świeżo pozyskaliśmy nowe pozwolenia od Nadleśnictwa Konin. Jesteśmy w trakcie przygotowań dokumentacji, wniosku w celu złożenia do WUOZ. Będziemy kontynuować badania w kolejnych lasach. Jak i oczywiście badania na polu od skarbu. Ale co przyniesie ziemia, nikt nie wie. Jesteśmy ekipą, która chce po prostu szukać, działać.

P.Z.: Na zakończenie zapytam Cię o rady, jakich mógłbyś udzielić początkującym detektorystom.

P.M.: Nie wierzcie we wszystko, co mówią wam inni poszukiwacze. Nie nastawiajcie się negatywnie do archeologów, konserwatorów, jak i ustawodawcy. Róbcie to mądrze, bądźcie uparci, konsekwentni i nie poddawajcie się po setnym kapslu.

Z Pawłem Marciniakiem rozmawiał Piotr Zarośliński.

Fot: Paweł Marciniak/ Z wykrywaczem przez życie

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *