Skandalista z Bułgarii kończy 58 lat

Dzisiejszym solenizantem jest Christo Stoiczkow. Krnąbrny Bułgar, który miał znakomicie ułożoną lewą nogę. Zapisał się w historii Barcelony jako jeden z jej najsłynniejszych napastników.

Jako dziecko był… „psem”

Na pewno nigdy nie odznaczał się taktem. Wymowne, że już będąc dzieckiem, dostał pejoratywną ksywkę „pies”. A to dlatego, że gryzł kolegów na podwórku. W Barcelonie grał w latach 1990-1995 i 1996-1998. Skupimy się przede wszystkim na ciekawostkach związanych właśnie z okresem jego występów w barwach blaugrana.

Trudny charakter

Już w pierwszym roku Stoiczkowa w stolicy Katalonii dał o sobie znać jego wybuchowy temperament. Dowód? W przypływie agresji nastąpił na nogę sędziego, gdy ten… pokazał mu czerwoną kartkę. Już przed tym ekscesem było gorąco, bo mowa jest o El Clasico – meczu Barcelony z Realem.

Nie mógł liczyć na żadną taryfę ulgową, został zdyskwalifikowany na pół roku, chociaż z czasem tę karę zredukowano do dwóch miesięcy. Po latach panowie się pogodzili, puścili w niepamięć tamtą gorszącą scenę. Nawet wystąpili razem w telewizji i odtworzyli tamto zdarzenie, naturalnie z przymrużeniem oka. Bułgar wtedy publicznie przeprosił arbitra.

Z pewnością trzeba podkreślić, że Stoiczkow nie panował nad emocjami przez cały okres pobytu w Barcelonie, bo zobaczył aż 11 czerwonych kartek. A przecież nie był obrońcą, tylko graczem ofensywnym. To nie przyniosło mu chluby, niemniej zasłużył się jako znakomity napastnik, umiał strzelać gole. Oddajmy mu to.

Tworzył duet z Romario

Gdy Barcelona podpisała kontrakt z Romario, Stoiczkow nie krył złości w mediach. Wtedy zasady były restrykcyjne, gdyż w lidze hiszpańskiej drużyna mogła wystawić tylko trzech obcokrajowców. A w Barcelonie grali już Christo, Michael Laudrup i Ronald Koeman.

Nieoczekiwanie Romario i Stoiczkow stworzyli znakomity duet i rozumieli się świetnie nie tylko na boisku. Brazylijczyk też był niezłym gagatkiem, z niezwykłym pociągiem do kobiet, o jego frywolnych historiach krążą legendy. Początkowo, tuż po przybyciu do Hiszpanii, Romario nie odzywał się do nikogo. Wyjątkiem był właśnie Stoiczkow.

Przy czym w ogóle nie kłócili się o miejsce w składzie. Słynny trener Johan Cruyff znalazł optymalne rozwiązanie, by uniknąć kwasów w zespole. Zaczął rotować zawodnikami, wszak miał dwóch wysokiej klasy goleadorów. Dzieci tych napastników chodziły do tej samej szkoły, a ich żony nawiązały także świetne relacje.

Stoiczkow i Romario byli dla siebie jak bracia. Swego czasu, gdy gracz z Kraju Kawy wręcz „znokautował” swojego rywala (był nim Diego Simeone, krewki Argentyńczyk, obecnie trener Atletico Madryt), zobaczył czerwoną kartkę. Uderzenie było tak mocne, że Brazylijczyk roztrzaskał przeciwnikowi z tego samego kontynentu szczękę. Stoiczkow tymczasem wyraził podziw, powiedział, że „sam Mike Tyson nie zrobiłby tego lepiej”.

Popatrzmy na boiskowe popisy Stoiczkowa:

Gdy porwano ojca Romario, a doszło do tego kilka dni przed El Clasico, Romario był w stałym kontakcie ze służbami antyterrorystycznymi. Jednakowoż nie mógł się opędzić od paparazzich, którzy „żerowali” na traumie piłkarza. Oburzony Stoiczkow prosił, by nie robili zdjęć. Dał im jedno ostrzeżenie. Za drugim razem wymierzył cios. Chciał, by przyjaciel nie zadręczał się tymi wścibskimi ludźmi.

Pamiętne wypowiedzi

A teraz przypomnijmy kilka wypowiedzi Stoiczkowa, które odbiły się szerokim echem.

Po awansie na mundial stwierdził: “Jestem przekonany, że Bóg jest Bułgarem”. Po porażce z Francją, która oznaczała koniec turnieju dla drużyny z Bałkanów powtórzył: „Bóg nadal jest Bułgarem, ale sędzia był dziś Francuzem”. Był bezlitosny dla selekcjonera Dymitara Panewa: „To nie jemu zawdzięczamy nasz sukces (najlepszy występ Bułgarów w historii na mundialu). To marny taktyk, psycholog jeszcze gorszy. Miał za to dobrych piłkarzy”. Tylko on bronił kolegi z reprezentacji Lubsława Panewa, który złożył kibicom obsceniczną propozycję, otóż stwierdził, że „mogą mu zrobić dobrze„. Dla Stoiczkowa takie niesmaczne „oferty” nie były bulwersujące.

Nazwał trenera „śmieciem”

Po zakończeniu kariery nie złagodził retoryki. Przeciwnie, nie oszczędził swojego byłego trenera Louia van Gaala, z którym nie było mu po drodze:

Nie mam do niego odrobiny szacunku. To śmieć! – powiedział niegdyś bez pardonu o Louisie van Gaalu, holenderskim trenerze istotnie znanym z rozbuchanego ego. Bułgar przez dwa lata grał w prowadzonej przez Holendra Barcelonie.

Gdy jeden był piłkarzem, a drugi – trenerem, doszło do starciu dwóch trudnych charakterów. W wywiadzie dla dziennika L’Equipe Stoiczkow stwierdził, że z uwagi na konflikt z tym trenerem zrazu był sadzany na ławce rezerwowych, a później z czasem, mając tego dość, zdecydował się opuścić Camp Nou.

Stoiczkow, który sam przecież nie był święty i miał wiele mankamentów, skarżył się również na to, że Johan Cruyff, jeden z jego trenerów, ikona Barcelony, był niesamowicie uparty. Rzeczywiście, piłkarz z Bałkanów nie był odosobniony w tym sądzie, natomiast na koniec przypomnijmy taką scenkę: otóż ten twardy facet, kreujący wizerunek macho, czyli Christo, nie umiał sobie poradzić ze skakanką:

Futbol bywa przewrotny i niebywale zaskakujący, wręcz zdumiewający…

Autor: Bartłomiej Najtkowski

Fot: TVP Sport

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *