Syndrom Dorosłych Dzieci Alkoholików – przypadek Marceliny

\"DDA\"

Syndrom Dorosłych Dzieci Alkoholików (DDA) dotyczy osób, które zmagały się ze środowiskiem rodzinnym jako dzieci, gdzie był obecny alkohol, dokładnie nadużywali go rodzice. Pytanie, na jaką skalę występuje problem? Sądzę, że niedoszacowaną. Przykładem może być relacja Marceliny. Przez jej życie w skrócie pokażemy, że syndrom może przybierać subtelną, pozornie formę i ukażemy jego indywidualne oblicze, bo żaden syndrom u konkretnego człowieka to nie zespół wszystkich objawów. Ze swojej praktyki wiem, że tak to nie działa. Może są skrajne, pełne, nawet niedobadane cechy takich problemów funkcjonalnych ludzi, ale też wiem ze swoich obserwacji, że często u jednej osoby występuje kilka sygnałów i to nierzadko maskowanych.

Kiedy zauważyła problem?

To było na zajęciach z pedagogiki. Mówiono o syndromie DDA. Opowiadano szczegóły, że osoba nie wie, dlaczego nic jej nie wychodzi, choć jest aktywna i żyje, zdawałoby się normalnie, jak każdy. Marcelina zaczęła się zastanawiać, skąd to pasmo problemów u niej? Może właśnie stąd. To był impuls do zbadania swojej sytuacji i zmiany.

Przeszłość – alkoholizm matki, przemoc, samotność i odpowiedzialność

Marcelina analizowała po tych pamiętnych zajęciach całe życie. Sięgała początku. Nie znała ojca, odszedł, zanim się urodziła. Odkąd pamięta, matka stale była przy butelce, okazywała agresję, babcia usiłowała sobie radzić z tym, ale starzała się i wszystkie obowiązki spadły na dziewczynę. Dorastała, była bardzo zdolna. Na końcowych etapach rzucała kolejne kierunki studiów. Starczyło zdać jeden egzamin, napisać pracę dyplomową… Stale coś cofało ją do początku. Miała związek, który uważała, że był z pierwszą lepszą osobą, a czuła, że zasługuje na więcej. Zresztą miała słuszność, bo była zdradzana.

Poczucie pustki

W czasie terapii stwierdzono takie objawy, że nie kończy spraw, wycofuje się przed sukcesem. Ma obniżoną samoocenę, co skłania ją do relacji, które w rzeczywistości nie odpowiadają jej potrzebom. Poza tym praca – była tylko, by przetrwać. Nie miała nic, co by ją rozwijało, ale szczęśliwie zrozumiała swoje problemy. Postarała się dla siebie o dobre zatrudnienia, znalazła partnera, który ją wspiera i wznosi do tego, co wartościowe w życiu, ma upragnione dziecko i chce dla niego lepszej przyszłości. Ceni też siebie, kim jest.

Autor: Katarzyna Lisowska

Fot. Canva

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *