Taryfa ulgowa dla Rakowa Częstochowa

\"\"

Raków Częstochowa przegrał wczoraj u siebie 0:4 z Atalantą Bergamo i pożegnał się z europejskimi pucharami. Rozmiary porażki odzwierciedlają to, co działo się na boisku. Ba, wydaje się, że to był najniższy wymiar kary dla drużyny Dawida Szwargi. Czyżby? Raków znowu może liczyć na zbytnią przychylność środowiska piłkarskiego w naszym kraju.

Inspiracją FC Kopenhaga

Artur Wichniarek szukał wymówki dla Rakowa po wczorajszym bardzo nieudanym meczu. Gracze spod Jasnej Góry gubili się w defensywie, rozdawali prezenty rywalom, nie byli drużyną zorganizowaną, kompaktową, wyglądali jak zbieranina przypadkowych piłkarzy bez doświadczenia na najwyższym poziomie. Owszem, rywalizacja w europejskich pucharach to dla tego zespołu novum, natomiast mówimy przecież o mistrzu Polski. Gdy patrzymy na to, co robi FC Kopenhaga z Kamilem Grabarą w bramce w Lidze Mistrzów (Duńczycy awansowali właśnie do fazy pucharowej, a taki gigant jak Manchester United – nie), to wydaje się, że nie taki diabeł straszny jak go malują.

Niepoprawny optymista Wichniarek

Pamiętamy przecież, że w eliminacjach Ligi Mistrzów FC Kopenhaga toczyła boje z Rakowem i bynajmniej nie były to mecze jednostronne. Zespół z Częstochowy walczył, wprawdzie ostatecznie przegrał, został wyeliminowany z rywalizacji, niemniej nie przyniósł polskiej piłce wstydu. Tymczasem Artur Wichniarek szuka pozytywów za wszelką cenę:

\”Raków Częstochowa stworzył sobie mnóstwo sytuacji, w pierwszej połowie może trochę mniej, natomiast w drugiej musiał strzelić gola. Jeden i drugi zespół popełniał błędy, ale te błędy były niemiłosiernie wykorzystywane przez Atalantę. W pierwszym spotkaniu Raków przegrał tylko 0:2, dziś 0:4, ale mam wrażenie, że Raków zagrał bardzo dobry mecz. Tylko problemem tej drużyny jest brak bramkostrzelnego napastnika\”.

Wichniarek znajduje usprawiedliwienie, a bramkarz Rakowa… przeprasza

Podczas gdy Artur Wichniarek stara się robić dobrą minę do złej gry i to dosłownie, symptomatyczne, że bramkarz Rakowa Vladan Kovačević nie chciał zaklinać rzeczywistości. Powiedział wprost, że jest mu wstyd i że zabrakło szczęścia oraz jakości. Jak na ironię, piłkarze Rakowa myślą racjonalnie, natomiast środowisko komentatorskie często wypowiada się – mówiąc delikatnie – kontrowersyjnie.

Nie tak dawno po meczu Legii z drużyną z Mostaru, wygranym przez warszawian 2:0, w serwisie sport.pl legioniści byli… krytykowani, bo grali nieefektownie, w tym samym czasie Raków zasypywano pochwałami za dzielną postawę w Lizbonie, gdzie mimo szybko obejrzanej czerwonej kartki przez jednego z piłkarzy z Częstochowy nie doszło do pogromu, jak niektórzy oczekiwali. Ale Raków jednak przegrał 1:2. I teraz należy się zastanowić, czy nie jest to propaganda? Wymowne, że na platformie X, czyli na dawnym Twitterze, Raków zyskał raczej niechlubne miano \”rządowych\” – to tak a propos wspomnianej wyżej propagandy.

Gdy Raków zdobył mistrzostwo, był doceniany w całym kraju. Projekt Michała Świerczewskiego zyskał uznanie, bo klubowi z Częstochowy udało się przerwać dominację Legii Warszawa i Lecha Poznań w polskim futbolu, klubów z większym budżetem i renomą, natomiast od tamtego triumfu minęło już sporo czasu i owszem, od Rakowa można wiele wymagać. Nawet jeśli trener Szwarga nie może liczyć na największą gwiazdę, czyli Hiszpana Iviego Lopeza.

Poniżej prezentujemy skrót meczu umieszczony na YouTubie przez stację Viaplay:

Widzimy, jakie błędy popełniali gracze Rakowa, jak \”obchodził\” się z nimi, na co dzień rezerwowy napastnik drużyny z Bergamo Luis Muriel, któremu wypomina się, że przypomina wielkiego Ronaldo Nazario.

A zatem przestańmy jako środowisko piłkarskie wciąż usprawiedliwiać Raków, by ta wyrozumiałość wobec drużyny z Częstochowy nie ocierała się o śmieszność. Wydaje się, że teraz tak właśnie jest.

Autor: Bartłomiej Najtkowski

Fot. Getty

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *