Złote myśli Xaviego. Kibice są już nimi zmęczeni

Xavi Hernandez jest jedną z legend Barcelony. Przed laty król tiki taki, mistrz Hiszpanii, triumfator Ligi Mistrzów, a z reprezentacją Hiszpanii mistrz świata. Zgromadził wiele trofeów w karierze zawodniczej, natomiast jako trener zaczął od pracy w Katarze. Stamtąd powędrował do macierzy, czyli do stolicy Katalonii. Niektórzy widzieli w nim idealnego następcę Pepa Guardioli, szkoleniowca, z którym Barca święciła największe triumfy w swojej złotej erze. Kiedyś Xavi jako piłkarz wygrywał z Realem 6:2 i 5:0, w niedzielę w Arabii Saudyjskiej zbierał cięgi, było 1:4.

\"\"

Szumne zapowiedzi, a w praktyce zawód

Co prawda Xavi zdobył z Barceloną mistrzostwo Hiszpanii, jednak w bardzo złym stylu. Zarzucano mu, że jego drużyna realizowała doktrynę unocerismo, a zatem wygrywała 1:0, jednak zwykle po strzeleniu gola piłkarze Barcy przestawali atakować intensywnie rywali, czekając na ich ruch. To było wbrew tożsamości klubu, o której tak dużo mówił Xavi od momentu powrotu na Camp Nou. Na pierwszej konferencji prasowej stwierdził: Wszyscy jesteśmy dziećmi Johana (Johana Cruyffa, byłego piłkarza i trenera Barcelony ze statusem wizjonera – przyp. red.).

Przed niedzielnym finałem Superpucharu Hiszpanii Xavi wrócił do tej klasycznej retoryki. Stwierdził, że aby wygrać mecz z Realem, należy wrócić do korzeni, a zatem postawić na cruyffismo. Nie udało się. Dodajmy jeszcze, że Xavi zawsze uchodził za estetę i romantyka futbolu, tymczasem jego zespół nie ma wiele wspólnego z romantyzmem i pięknem. Ot taki paradoks i kontrast.

Przewidywalność Xaviego

Nie bójmy się mocnych słów, Xavi został zmiażdżony przez Carlo Ancelottiego. Barcelona zagrała naiwnie, a trener nie pomagał jej od początku. Postawił na czterech pomocników: Frenkiego de Jonga, Ilkaya Gündogana, Pedriego i Sergiego Roberto (trzej pierwsi to gracze światowej klasy). Ten manewr już wcześniej był stosowany, tyle że zwykle z udziałem tym razem kontuzjowanego Gaviego. Miejmy na uwadze, że właśnie rzecz w tym, że nie jest to absolutnie novum.

Ancelotti był przygotowany na taki wariant w drugiej linii rywali. Po raz kolejny też stoper Ronald Araujo, do niedawna opoka Barcy w formacji obronnej, został desygnowany do gry na prawej obronie, mimo że nie jest to jego nominalna pozycja. Dlaczego? Ponieważ Xavi liczył, że urugwajski kolos zakasuje gwiazdę Los Blancos Viniciusa Juniora. Tymczasem Vini nic sobie nie robił z obecności Urugwajczyka i poruszał się po całej szerokości boiska, co wynikało z koncepcji Ancelottiego, by grać bez napastnika, bez Joselu. Najbardziej wysunięci w drużynie z Madrytu byli Brazylijczycy, właśnie Vinicius i Rodrygo Goes.

Real oddał piłkę Barcelonie, która się z nią biedziła niemożebnie. Sam wyprowadzał zabójcze kontrataki, już na początku dwa zamieniając na gole. Po uzyskaniu dwubramkowego prowadzenia Królewscy stwierdzili, że Barca nie stworzy im dużego zagrożenia i nie pomylili się. Wprawdzie Robert Lewandowski strzelił ładnego gola, a Ferran Torres i Pedri mieli też ciekawe szanse, natomiast z całą pewnością Katalończycy nikogo nie przekonali i Real realizował swoje założenia z powodzeniem.

Po przerwie Real dołożył gola, a Barca miała w drugiej odsłonie rywalizacji w zasadzie tylko jedną dogodną sytuację do zdobycia bramki. Joao Felix, który ładnie obrócił się z piłką, nie umieścił jednak piłki w siatce, nie pokonał świetnie dysponowanego tego dnia Andrija Łunina.

Absurdalna konferencja prasowa

Po meczu, na konferencji prasowej, Xavi znowu mydlił oczy dziennikarzom. Kibice tracą do niego cierpliwość, wczoraj usłyszeli, że jego zespół dominował. Sęk w tym, że Real miał mecz pod kontrolą. To spotkanie toczyło się na warunkach i pod dyktando drużyny Carlo Ancelottiego. Czyżby Xavi oglądał inny mecz niż większość fanów i komentatorów?

Jedno jest pewne, jego narracja przypomina pełne goryczy i pretensji wypowiedzi byłego trenera Barcy Ronalda Koemana. Holender tworzył oblężoną twierdzę. Kpił, ironicznie pytając, czy ma grać \”tiki taki\” (tiki taka to swego czasu kultowy styl gry, polegający na dużej wymianie krótkich podań prowadzących do strzelenia gola – oczywiście upraszczając). Teraz Xavi miota się coraz bardziej. Ostatnio stwierdził, że jeśli będzie wygrywał zawsze po 1:0, to się ucieszy. To mu wystarczy. Tylko kibice mają nieco większe oczekiwania…

Autor: Bartłomiej Najtkowski

Fot. Stringer/Anadolu via Getty Images

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *